Mandat za telefon w ręku: ile wynosi i jak policja to udowadnia?

1
154
1/5 - (1 vote)

Nawigacja:

Na czym polega „telefon w ręku” – co jest zakazane, a co dozwolone

Podstawy prawne: konkretny przepis Prawa o ruchu drogowym

Zakaz używania telefonu w czasie jazdy wynika bezpośrednio z art. 45 ust. 2 pkt 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przepis stanowi, że kierującemu pojazdem zabrania się korzystania z telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku. To krótkie zdanie rodzi w praktyce mnóstwo pytań, ale daje też kilka jasnych punktów zaczepienia.

Po pierwsze, zakaz dotyczy kierującego pojazdem, a więc osoby, która w danej chwili faktycznie prowadzi samochód, motocykl, hulajnogę elektryczną czy inny pojazd. Pasażer może korzystać z telefonu bez ograniczeń (oczywiście z rozsądkiem, np. nie oślepiając kierowcy ekranem).

Po drugie, kluczowe jest sformułowanie „wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku”. Ustawodawca nie zakazał samego posiadania telefonu w aucie, ani nawet samego kontaktu z urządzeniem. Chodzi o sytuacje, w których do korzystania z telefonu potrzebne jest fizyczne trzymanie go w dłoni lub przy uchu.

Po trzecie, przepis nie wymaga, żeby telefon faktycznie prowadził rozmowę. Istotne jest „korzystanie z telefonu”. Policjant nie musi udowadniać, że była to rozmowa, SMS czy korzystanie z aplikacji – wystarczy, że wykaże, iż kierowca używał urządzenia wymagającego trzymania w ręku. Stąd biorą się spory: co jest takim korzystaniem, a co jeszcze nie.

Czym jest „korzystanie z telefonu” – znacznie szerzej niż rozmowa

„Korzystanie z telefonu” to pojęcie szersze niż samo mówienie przez komórkę. W practice policja i sądy interpretują je jako każdą czynność, przy której kierowca obsługuje telefon w dłoni, gdy pojazd jest w ruchu lub zatrzymany w warunkach ruchu (np. w korku na pasie ruchu).

Do „korzystania” zalicza się między innymi:

  • rozmowę głosową z trzymaniem telefonu przy uchu,
  • pisanie lub czytanie SMS-ów, komunikatorów, maili,
  • przeglądanie internetu, social mediów, aplikacji,
  • obsługę nawigacji, jeśli odbywa się na telefonie trzymanym w ręku,
  • włączanie muzyki, zmienianie utworów, przełączanie aplikacji w taki sposób, że telefon jest w dłoni.

Nie trzeba więc rozmawiać – wystarczy, że kierowca patrzy w ekran i przesuwa palcem po wyświetlaczu trzymanego w ręku telefonu. Policjant nie ma obowiązku udowodnienia, co dokładnie było robione na ekranie; sam fakt obsługi takiego urządzenia w ręce wystarcza.

Częstym problemem są sytuacje graniczne: kierowca twierdzi, że jedynie sprawdzał godzinę albo włączał nawigację. Z perspektywy przepisów nie ma to większego znaczenia – jeśli czynność wymagała trzymania telefonu w dłoni podczas prowadzenia, mieści się w zakazie.

Element „w ręku” – czy zawsze musi być dłoń na telefonie

Drugim, równie istotnym elementem przepisu jest sformułowanie „wymagającego trzymania w ręku”. W praktyce oznacza to, że:

  • jeśli telefon jest w dłoni – klasyczny przypadek,
  • jeśli telefon jest przy uchu, a ręka go podtrzymuje, nawet oparta o zagłówek czy szybę,
  • jeśli telefon spoczywa na dłoni leżącej na kierownicy lub lewarku, a kierowca go obsługuje,
  • jeśli kierowca przytrzymuje telefon barkiem i głową – tu interpretacje są nieco rozbieżne, ale w wielu przypadkach policja przyjmuje, że nadal jest to telefon wymagający trzymania w ręku, bo pozycja jest nienaturalna i rozprasza.

Pojawia się także pytanie: czy telefon na kolanach lub na desce rozdzielczej, którego kierowca dotyka palcem, to „w ręku”? Część sądów uznaje, że jeśli obsługa telefonu przypomina zwykłe trzymanie w dłoni, to zakaz jest spełniony. Inne podejście jest bardziej liberalne – samo sporadyczne dotknięcie ekranu telefonu leżącego stabilnie (np. w uchwycie) może nie być uznane za trzymanie w ręku. Jednak im więcej „operowania” urządzeniem, tym większe ryzyko, że policjant uzna to za wykroczenie.

Przykład spornego stanu faktycznego: kierowca jedzie w korku, telefon leży na kolanach, a on kciukiem odpowiada na wiadomości. Sam telefon fizycznie nie jest ściskany całą dłonią, ale dłoń spoczywa na nim i wykonuje czynności. Policjant jadący obok widzi go pochylonego nad ekranem. W razie sporu w sądzie można się spodziewać, że taki sposób używania telefonu zostanie uznany za „korzystanie z telefonu wymagającego trzymania w ręku”, bo dłoń jasno uczestniczy w obsłudze urządzenia.

Dozwolone formy: uchwyt, zestaw głośnomówiący i komendy głosowe

Przepisy nie zakazują samego korzystania z funkcji telefonu – zakazują jedynie formy, w której urządzenie musi być trzymane w ręku. Dlatego można bezpiecznie i legalnie korzystać z telefonu, jeśli spełnione są określone warunki techniczne.

Najczęściej wykorzystywane rozwiązania to:

  • zestaw głośnomówiący (wbudowany w samochód lub osobne urządzenie Bluetooth),
  • uchwyt na telefon zamocowany na szybie, kratce nawiewu czy desce rozdzielczej,
  • słuchawki lub zestaw słuchawkowy (przewodowe lub bezprzewodowe), o ile ręce pozostają wolne do kierowania,
  • komendy głosowe do wybierania numeru, odbierania połączeń czy uruchamiania nawigacji.

Legalne jest korzystanie z telefonu w uchwycie jako nawigacji, o ile:

  • telefon jest stabilnie zamocowany,
  • kierowca nie trzyma go w dłoni,
  • obsługa sprowadza się do sporadycznego, krótkiego dotknięcia ekranu – w stopniu porównywalnym do obsługi przycisków na desce rozdzielczej.

Krótkie spojrzenie na ekran nawigacji, aby zweryfikować trasę, nie jest traktowane jako „korzystanie z telefonu w ręku”. Problem zaczyna się, gdy kierowca dłużej patrzy w ekran zamiast na drogę, a dodatkowo wykonuje jednocześnie kilka czynności na wyświetlaczu.

Praktyczny przykład: telefon w dłoni na światłach vs telefon w uchwycie

Typowa sytuacja z codziennej jazdy: czerwone światło, korek, samochody stoją, kierowcy się nudzą. Jeden z nich wyciąga telefon z kieszeni i zaczyna przeglądać wiadomości. W tym momencie policjant z patrolu przechodzi obok lub stoi w radiowozie po skosie. Z jego perspektywy widoczne jest, że kierowca ma telefon w dłoni i wpatruje się w ekran. Dla prawa nie ma znaczenia, że pojazd „nie jedzie” – stoi w miejscu, ale wciąż jest uczestnikiem ruchu drogowego, a kierowca może ruszyć w dowolnej chwili. To klasyczny przypadek wykroczenia.

Inny kierowca stoi na tych samych światłach, ale jego telefon jest zamocowany w uchwycie i wyświetla mapę. Kierowca czasem zerknie na ekran, ale nie dotyka go, a ewentualną zmianę trasy wykonuje głosowo. W takiej konfiguracji nie ma „telefonu w ręku”, a więc brak podstaw do mandatu z art. 45 ust. 2 pkt 1, o ile zachowuje ogólne zasady ostrożności i nie stwarza zagrożenia.

Aktualna wysokość mandatu i punkty karne za telefon w ręku

Stawka za jedno wykroczenie związane z telefonem

W ostatnich latach sankcje za korzystanie z telefonu w ręku podczas jazdy zostały znacząco podniesione. Obecnie wykroczenie to jest traktowane jako poważne naruszenie porządku ruchu drogowego, porównywalne z przekroczeniem prędkości w mieście czy niezapiętymi pasami.

Zgodnie z aktualnym taryfikatorem (stan na 2024 r.) mandat za korzystanie z telefonu podczas kierowania pojazdem wynosi 500 zł. Stawka ta dotyczy każdego przypadku, niezależnie od tego, czy chodziło o rozmowę telefoniczną, pisanie wiadomości, czy korzystanie z mediów społecznościowych.

Oprócz samej kwoty, kierowca otrzymuje także 12 punktów karnych za to wykroczenie. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że limit dla większości kierowców wynosi 24 punkty, a dla osób w okresie dwóch pierwszych lat od uzyskania prawa jazdy – 20 punktów. Oznacza to, że jedna rozmowa z telefonem w ręku może „zabrać” połowę lub więcej dostępnej puli punktów.

Kumulacja wykroczeń: telefon plus inne naruszenia

Przy jednej kontroli policja może nałożyć kilka mandatów, jeśli w tym samym czasie doszło do różnych naruszeń. Typowy przykład: kierowca jedzie z telefonem w ręku, do tego przekracza prędkość i ma niezapięte pasy. W takiej sytuacji każdy z tych czynów jest osobnym wykroczeniem z własnym mandatem i punktami.

Przykładowy zestaw naruszeń podczas jednej kontroli może wyglądać tak:

  • telefon w ręku – 500 zł i 12 punktów,
  • przekroczenie prędkości (np. o 21–30 km/h) – 300 zł i 5 punktów,
  • brak pasów bezpieczeństwa – 100 zł i 5 punktów.

Łącznie daje to 900 zł mandatu i 22 punkty karne przy jednym zatrzymaniu. W praktyce taki pakiet może oznaczać bliską perspektywę utraty uprawnień, zwłaszcza dla młodego kierowcy.

Od 2022 r. obowiązują również ostrzejsze zasady dla tzw. recydywistów w przypadku niektórych poważnych wykroczeń (głównie prędkość, przejazd na czerwonym). Obecnie sam „telefon w ręku” nie ma odrębnej, podwójnej stawki za recydywę, ale w praktyce często towarzyszy innym wykroczeniom „recydywistycznym”, co powoduje, że końcowa kwota mandatu jest jeszcze wyższa.

Pouczenie zamiast mandatu – kiedy jest na to realna szansa

Teoretycznie policjant ma zawsze możliwość zastosowania pouczenia zamiast mandatu, jeśli uzna, że stopień społecznej szkodliwości czynu jest znikomy. W praktyce jednak przy „telefonie w ręku” zdarza się to rzadko. Od lat prowadzone są kampanie uświadamiające, że korzystanie z telefonu podczas jazdy zwiększa ryzyko wypadku w sposób podobny do jazdy po alkoholu, dlatego linia służb jest w tym zakresie raczej twarda.

Szansa na pouczenie może pojawić się przede wszystkim w sytuacjach, gdy:

  • wykroczenie jest naprawdę marginalne (np. dotknięcie ekranu telefonu w uchwycie, które policjant zakwalifikował jako „telefon w ręku”, a po rozmowie uzna, że nie było aż tak groźne),
  • kierowca nie był dotąd karany mandatami za wykroczenia drogowe,
  • zachowuje się kulturalnie i współpracuje podczas kontroli,
  • brak jest zagrożenia dla innych uczestników ruchu (np. pusta droga, bardzo mała prędkość, zatrzymanie na poboczu).

W większości standardowych przypadków – wyraźna rozmowa przez telefon w ruchu miejskim, w korku, na wlocie na skrzyżowanie – policjanci nakładają mandat, a kwestia pouczenia raczej nie wchodzi w grę.

Konsekwencje pośrednie: wpływ na ubezpieczenie i „historię kierowcy”

Mandat za telefon w ręku to nie tylko jednorazowy wydatek i punkty karne. Dla wielu kierowców równie istotne są długofalowe skutki. Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej biorą pod uwagę historię mandatów i punktów karnych przy kalkulowaniu składek OC i AC (na podstawie danych z systemów teleinformatycznych lub oświadczeń klientów).

Częste wykroczenia, zwłaszcza te obciążone dużą liczbą punktów karnych, mogą być sygnałem, że kierowca jest bardziej ryzykownym klientem. W efekcie składka OC może wzrosnąć. Nie chodzi wyłącznie o jeden mandat, ale o ogólny profil zachowań. Kierowca, który w krótkim czasie uzbierał znaczącą liczbę punktów, może zapłacić więcej za polisę, a przy odnowieniu ubezpieczyciel może zmienić warunki.

Drugim efektem ubocznym jest ryzyko szybkiego wyczerpania limitu punktów karnych. 12 punktów za telefon sprawia, że kilka mniejszych wykroczeń (np. prędkość, światła, pasy) w niedługim czasie może skończyć się skierowaniem na egzamin sprawdzający kwalifikacje i utratą prawa jazdy przy braku zdania. Z tego powodu jeden „głupi” nawyk – sięganie po telefon podczas jazdy – może pociągnąć za sobą lawinę konsekwencji.

Coraz więcej towarzystw sięga też po dane o szkodowości konkretnego kierowcy i konfrontuje je z jego wykroczeniami. Jeśli w tle są kolizje spowodowane nieuwagą, a w historii mandat za telefon w ręku, łatwo stworzyć profil osoby, która regularnie odrywa wzrok od drogi. Wtedy nawet jednorazowe „przyłapanie” może mieć przełożenie na składkę, gdy przyjdzie czas na jej odnowienie.

Trzeba też brać pod uwagę sytuacje graniczne. Kierowca z maksymalną liczbą punktów, który zostanie zatrzymany za telefon, może praktycznie od razu stracić prawo jazdy. Sam mandat jest wtedy tylko początkiem problemu – dochodzą koszty dojazdów bez auta, ewentualna utrata pracy, jeśli wymaga ona prowadzenia pojazdu, a często także dodatkowe wydatki na kursy i egzaminy. Z perspektywy całkowitych skutków kilkaset złotych grzywny to drobny fragment rachunku.

Rozsądniejsze podejście to przyjęcie założenia, że podczas prowadzenia pojazdu telefon jest po prostu „wyłączony” jako narzędzie komunikacji ręcznej. Zamiast kombinować, czy policjant „zobaczy” i „udowodni”, lepiej przygotować się technicznie: zestaw głośnomówiący, uchwyt, komendy głosowe, a w razie potrzeby zatrzymanie w bezpiecznym miejscu poza pasem ruchu. Wtedy kwestia mandatów i punktów staje się wtórna, bo ryzyko samej sytuacji konfliktowej z policją spada praktycznie do zera.

Ostatecznie przepis o zakazie korzystania z telefonu w ręku nie jest jedynie kolejną „pułapką mandatową”, ale prostą barierą chroniącą przed najbardziej typowym rozproszeniem uwagi. Im szybciej kierowca potraktuje go jako stały element własnej techniki jazdy, tym mniejsze ryzyko, że za jednym roztargnieniem pójdą w ślad wysoki mandat, punkty karne i długotrwałe skutki finansowe.

Jak policja udowadnia korzystanie z telefonu: praktyczne metody

Obserwacja z radiowozu lub „z ukrycia”

Podstawowym dowodem jest bezpośrednia obserwacja funkcjonariusza. Najczęściej policjanci stoją w oznakowanym radiowozie przy drodze albo poruszają się za pojazdami w ruchu. W momencie, gdy widzą kierowcę trzymającego telefon przy uchu, na wysokości kierownicy, nad kolanem lub w inny oczywisty sposób, odnotowują to, a po chwili zatrzymują pojazd do kontroli.

W praktyce policjanci korzystają z kilku prostych „patentów”:

  • ustawiają radiowóz ukośnie względem ruchu, tak aby widzieć wnętrze pojazdów,
  • obserwują kierowców z wyższego pojazdu (SUV, bus), co ułatwia dostrzeżenie telefonu trzymanego nisko, np. przy kolanach,
  • stoją w miejscu, gdzie auta zwalniają – na wlotach skrzyżowań, zakrętach, w rejonie przejść dla pieszych.

Sam fakt, że telefon był krótko w dłoni, nie stanowi „automatycznego usprawiedliwienia”. Dla policjanta liczy się moment zauważenia wykroczenia. Jeśli w tej chwili kierowca faktycznie miał aparat w ręce i ewidentnie z niego korzystał (rozmowa, pisanie, przewijanie), to zgodnie z prawem doszło do naruszenia zakazu.

Patrole nieoznakowane i nagrania wideo

Coraz częściej wykorzystywane są nieoznakowane radiowozy wyposażone w kamery. Funkcjonariusze jadą za pojazdem, rejestrują zachowanie kierowcy, a następnie zatrzymują go, pokazując nagranie. Taki materiał ma dużą wartość dowodową, bo:

  • pokazuje ciąg zdarzeń, a nie tylko pojedynczą klatkę – widać, jak długo telefon był w ręku,
  • rejestruje czas i miejsce oraz prędkość pojazdu,
  • utrwala ewentualne inne wykroczenia popełnione równolegle.

W praktyce wykorzystuje się zarówno klasyczne kamery pokładowe radiowozu, jak i dodatkowe urządzenia – np. przenośne kamery, czasem nawet kamery przypięte do munduru (bodycam). Nie zawsze nagranie jest później załączane do sprawy, ale jeśli kierowca kwestionuje przebieg zdarzenia, policjant może się na nie powołać i przekazać materiał do sądu.

Posterunki obserwacyjne na wiaduktach i przy skrzyżowaniach

Przy dużych miastach sporą rolę odgrywają posterunki obserwacyjne. Funkcjonariusze stoją na wiadukcie, kładce dla pieszych lub przy wlocie na skrzyżowanie i z góry obserwują kierowców. W takiej konfiguracji szczególnie łatwo zauważyć telefon trzymany w dłoni tuż nad kolanami, co z poziomu jezdni byłoby znacznie trudniejsze.

Organizacja takich działań bywa dwuetapowa:

  1. jeden lub dwóch policjantów prowadzi obserwację i przekazuje przez radio dane pojazdu oraz rodzaj wykroczenia,
  2. niżej, przy drodze, stoi drugi patrol, który zatrzymuje wskazane auto.

W czasie kontroli drogowej kierowca słyszy informację, że został „widziany z góry”, a opis zachowania pochodzi od policjanta-obserwatora. To, że funkcjonariusz zatrzymujący nie widział osobiście telefonu w ręce, nie przekreśla możliwości ukarania – zeznania funkcjonariusza-obserwatora są w postępowaniu dowodem, tak jak zeznania każdego innego świadka.

Zdjęcia i nagrania z dronów

W niektórych regionach policja drogowa wykorzystuje drony. Tego typu akcje najczęściej są kojarzone z kontrolą przejazdów na czerwonym świetle czy wyprzedzania na przejściach, ale przy okazji drony pozwalają uchwycić manipulowanie telefonem w ręku, zwłaszcza na skrzyżowaniach z sygnalizacją.

Praktycznie wygląda to tak, że operator drona nagrywa ruch z góry, a po zauważeniu wykroczenia przekazuje informację do patrolu naziemnego. Nagranie może następnie trafić do materiału dowodowego. Z perspektywy kierowcy ważne jest, że brak świadomości monitoringu (telefon „ukryty” tuż nad kolanami, szybki rzut oka na ekran przy ruszaniu) nie wyklucza zarejestrowania zdarzenia.

Monitoring miejski i nagrania z innych kamer

W dużych miastach istotną rolę może odegrać miejski monitoring wizyjny oraz kamery zamontowane przy skrzyżowaniach. Co prawda głównym celem tych systemów jest bezpieczeństwo publiczne, wykrywanie kolizji czy przestępstw, ale w konkretnych sprawach – zwłaszcza po wypadku – nagrania bywają wykorzystywane do odtworzenia zachowania kierowcy tuż przed zdarzeniem.

Jeśli na monitoringu wyraźnie widać, że kierowca tuż przed zderzeniem trzymał telefon w ręku, prokurator lub sąd może potraktować to jako istotną okoliczność. W typowej sprawie o mandat monitoring rzadko bywa sięgany, ale przy poważniejszych zdarzeniach drogowych staje się jednym z głównych dowodów.

Zeznania policjantów jako dowód w sprawie

Dla wielu kierowców zaskoczeniem jest, że w postępowaniu sądowym kluczowe znaczenie mogą mieć same zeznania funkcjonariusza, nawet bez dodatkowego nagrania. Policjant opisuje wtedy:

  • skąd obserwował pojazd,
  • w jakiej odległości był od auta,
  • jak długo widział telefon w ręku,
  • jak wyglądało zachowanie kierującego (rozmowa, wpatrywanie się w ekran, pisanie).

Sąd ocenia wiarygodność tych zeznań tak jak każdego innego świadka. Sam fakt, że policjant jest stroną „zawodowo zainteresowaną” karaniem wykroczeń, nie oznacza, że jego wypowiedź jest z góry mniej wiarygodna. Jeśli po drugiej stronie mamy tylko gołosłowne zaprzeczenie kierowcy, sądy często dają wiarę relacji funkcjonariusza, o ile jest spójna i logiczna.

Inne dowody: pasażerowie, uczestnicy zdarzenia, nagrania z prywatnych kamer

W niektórych sprawach pojawiają się także inne źródła dowodowe:

  • pasażerowie – zarówno z pojazdu kierowcy, jak i innych aut; ich zeznania mogą potwierdzać lub podważać wersję policji,
  • osoby postronne – np. piesi, rowerzyści, pracownicy sklepów przy drodze,
  • nagrania z wideorejestratorów w innych pojazdach, kamer przemysłowych przy sklepach, stacjach paliw, parkingach.

Typowa sytuacja: dochodzi do drobnej stłuczki na skrzyżowaniu, a jeden z uczestników twierdzi, że drugi patrzył w telefon. Jeśli towarzyszy temu nagranie z wideorejestratora, na którym widać aparat w ręku, sprawa może szybko wyjść poza sam mandat i przerodzić się w dyskusję o odpowiedzialności za szkodę czy nawet przestępstwo spowodowania wypadku.

Jak wygląda procedura na miejscu kontroli drogowej

Zatrzymanie pojazdu i pierwsza informacja o przyczynie

Po zaobserwowaniu telefonu w ręku policjant daje kierowcy sygnał do zatrzymania, zwykle przy użyciu tarczy, ręki lub sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Po zatrzymaniu pojazdu funkcjonariusz podchodzi i – zgodnie z przepisami – przedstawia się oraz informuje o powodzie kontroli. Często pada wtedy sformułowanie wprost: „Korzystał pan/pani z telefonu trzymanego w ręku podczas jazdy”.

Na tym etapie kierowca może:

  • przyznać, że korzystał z telefonu,
  • zaprzeczyć, twierdząc, że np. tylko poprawiał słuchawkę, dotykał twarzy, sięgał po coś innego niż telefon,
  • powiedzieć, że nie pamięta, bo sytuacja zdarzyła się „odruchowo”.

Treść pierwszej reakcji często bywa później odnotowana w notatce urzędowej. Odruchowe przyznanie się („tak, gadałem chwilę, ale tylko na światłach”) może ułatwić funkcjonariuszowi sporządzenie dokumentacji i w razie sporu będzie dla sądu argumentem, że kierowca na miejscu nie kwestionował zdarzenia.

Wylegitymowanie i sprawdzenie dokumentów

Następnie policjant żąda okazania dokumentów: prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego (lub danych pojazdu, jeśli znajduje się w systemie), potwierdzenia zawarcia ubezpieczenia OC. Jednocześnie w systemie informatycznym sprawdzana jest:

  • aktualność uprawnień,
  • liczba dotychczasowych punktów karnych,
  • ewentualne inne naruszenia lub ograniczenia (np. zakaz prowadzenia, zatrzymane prawo jazdy).

To właśnie na tym etapie funkcjonariusz widzi, czy kierowca jest „czysty”, czy też ma bogatą historię mandatów. Przy marginalnych sprawach, czystym koncie i dobrej współpracy kierowcy może się to przełożyć na łagodniejsze podejście (np. rozważenie pouczenia). Przy licznych wcześniejszych wykroczeniach szansa na taryfę ulgową spada praktycznie do zera.

Opis wykroczenia i propozycja mandatu

Jeśli policjant nie ma wątpliwości co do przebiegu zdarzenia, formułuje zarzut wykroczenia. Najczęściej odbywa się to w prosty sposób – funkcjonariusz informuje, że zamierza nałożyć mandat za korzystanie z telefonu trzymanego w ręku w trakcie kierowania pojazdem, wskazując podstawę prawną (art. 45 ust. 2 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym w zw. z odpowiednim punktem taryfikatora).

Kierowca jest wtedy informowany o:

  • kwocie grzywny,
  • liczbie punktów karnych,
  • prawie odmowy przyjęcia mandatu i skutkach takiej odmowy (sprawa w sądzie).

Policjant powinien jasno powiedzieć, jaka jest kwalifikacja czynu, aby kierowca mógł świadomie podjąć decyzję, czy przyjmuje mandat, czy będzie wnosił sprawę do sądu.

Rozmowa wyjaśniająca – co ma sens podnosić na miejscu

Zanim dojdzie do formalnego przyjęcia lub odmowy przyjęcia mandatu, funkcjonariusz często wysłuchuje wyjaśnień kierowcy. Nie chodzi o rozbudowaną linię obrony, ale o wskazanie istotnych okoliczności. Ma sens poruszyć m.in. takie kwestie, jak:

  • czy telefon na pewno