Co oznacza „stwarza zagrożenie” w ustach egzaminatora? Konkretne przykłady

0
10
Rate this post

Nawigacja:

„Stwarza zagrożenie” – co tak naprawdę słyszy egzaminator?

Sformułowanie „stwarza zagrożenie” w ustach egzaminatora to nie jest komentarz obyczajowy ani ogólna opinia o stylu jazdy. W realiach egzaminu państwowego oznacza konkretne sytuacje, w których twoje zachowanie na drodze mogło doprowadzić do wypadku lub kolizji, albo zmusiło innych uczestników ruchu do gwałtownych, obronnych reakcji.

W praktyce to właśnie „stwarza zagrożenie” najczęściej powoduje natychmiastowe przerwanie egzaminu. Nie chodzi o drobny błąd techniczny, tylko o realne lub bardzo prawdopodobne niebezpieczeństwo. Dla kursanta często wygląda to jak: „przecież nic się nie stało”, ale z punktu widzenia egzaminatora i przepisów było o krok od zdarzenia drogowego.

Kluczowy jest tu sposób myślenia egzaminatora: on ocenia nie tylko to, co się stało, ale też to, co musieli zrobić inni, żeby do niczego nie doszło. Jeśli ktoś musiał gwałtownie hamować, uciekać, trąbić – w notatkach egzaminatora bardzo często pojawi się właśnie sformułowanie „stwarza zagrożenie” albo „spowodowanie zagrożenia ruchu drogowego”.

Warto rozdzielić dwie rzeczy:

  • „Stwarzanie zagrożenia” w potocznym języku – ktoś jeździ nerwowo, szarpie, jest niepewny;
  • „Stwarzanie zagrożenia” w rozumieniu egzaminatora – konkretne, ryzykowne zachowanie, które można podciągnąć pod przepisy i zapisać w protokole.

Egzaminator nie wpisze „stwarza zagrożenie” za to, że jechałeś zbyt wolno albo niepewnie. Użyje tego zwrotu, gdy uzna, że twoja decyzja lub jej brak mogły skończyć się stłuczką, potrąceniem albo wymuszeniem pierwszeństwa. I właśnie takie sytuacje warto rozłożyć na czynniki pierwsze.

Pracownik medyczny w kombinezonie pobiera wymaz w punkcie drive-thru
Źródło: Pexels | Autor: Gustavo Fring

Podstawa prawna i sposób myślenia egzaminatora

Jak prawo definiuje „zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym”

Egzaminator nie ocenia „na czuja”. Jest związany przepisami Prawa o ruchu drogowym oraz rozporządzeniem w sprawie egzaminowania. W tych aktach prawnych pojawiają się pojęcia:

  • „spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym”,
  • „stworzenie zagrożenia bezpieczeństwa”,
  • „rażące naruszenie przepisów ruchu drogowego”.

Nie chodzi więc o subiektywne wrażenie stresującej jazdy, tylko o naruszenia, które w normalnym życiu mogłyby skończyć się mandatem, punktami karnymi, a nawet odpowiedzialnością karną. Egzaminator ma obowiązek zareagować, gdy widzi, że kursant narusza:

  • zasady pierwszeństwa,
  • bezpieczeństwo pieszych,
  • bezpieczeństwo na skrzyżowaniach, przejściach, przejazdach kolejowych,
  • podstawowe zasady zachowania odstępów i prędkości.

Z prawnego punktu widzenia mówimy o zagrożeniu wtedy, gdy obiektywnie istnieje realna możliwość, że dojdzie do zdarzenia, a nie tylko, kiedy faktycznie uderzysz w inny samochód. Dlatego tak często pada zdanie: „nic się nie stało tylko dlatego, że inni zareagowali defensywnie”.

Jak egzaminator patrzy na twoją jazdę – obiektywnie czy subiektywnie?

Egzaminator powinien oceniać przez pryzmat konkretnych kryteriów. W arkuszu egzaminacyjnym ma wyszczególnione kategorie błędów: błędy zwykłe, błędy poważne oraz te, które kończą się natychmiastowym przerwaniem egzaminu. „Stwarza zagrożenie” trafia właśnie do tej ostatniej grupy.

Oceniając zagrożenie, egzaminator bierze pod uwagę m.in.:

  • reakcje innych uczestników ruchu – czy ktoś musiał hamować, zmieniać pas na cito, uciekać, trąbić;
  • warunki na drodze – śliskość, widoczność, natężenie ruchu, pora dnia;
  • charakter miejsca – okolice szkół, przejścia dla pieszych, skrzyżowania kolizyjne, przejazdy kolejowe;
  • możliwe konsekwencje błędu – czy przy tej prędkości i przy tym układzie drogi doszłoby raczej do drobnej stłuczki, czy do ciężkiego wypadku.

Jeżeli z jego perspektywy „tylko fart uratował sytuację”, bardzo często w komentarzu (ustnym lub pisemnym) padnie właśnie „stwarza zagrożenie” albo „powoduje zagrożenie w ruchu drogowym”.

Gdzie kończy się „błąd”, a zaczyna „zagrożenie”?

Granica między zwykłym błędem a stworzeniem zagrożenia jest dla kursanta często mało wyraźna. Dobry egzaminator rozróżnia jednak:

  • drobne uchybienia techniczne – np. lekkie najechanie na linię, zbyt późne włączenie kierunkowskazu przy małym ruchu,
  • poważne błędy – np. niepewne zatrzymanie, lekkie wymuszenie, ale przy bardzo małej prędkości i pustej jezdni,
  • zagrożenie bezpieczeństwa – brak reakcji na wyraźne zmiany sytuacji, wjeżdżanie komuś pod maskę, ignorowanie pieszych, zbyt duża prędkość przy ograniczonej widoczności.

Przykład graniczny: zatrzymujesz się na przejściu dla pieszych. Jeśli robisz to zbyt nerwowo, ale pieszy był jeszcze daleko – to błąd techniczny. Jeśli jednak:

  • pieszy już jest na pasach,
  • ty nie reagujesz,
  • egzaminator musi gwałtownie nacisnąć hamulec,

to z perspektywy oceny będzie to klasyczne stworzenie zagrożenia dla pieszego. I egzamin najczęściej kończy się w tym momencie.

Typowe sytuacje egzaminacyjne, w których pada „stwarza zagrożenie”

Przejścia dla pieszych i przejazdy rowerowe

Najczęściej przywoływanym przez egzaminatorów przykładem „stwarzania zagrożenia” są zachowania wobec pieszych i rowerzystów. Tutaj margines tolerancji jest minimalny, bo konsekwencje mogą być tragiczne.

Typowe scenariusze:

  • Ignorowanie pieszego przy przejściu – pieszy wyraźnie wchodzi lub ma zamiar wejść na przejście, a kursant:
    • nie hamuje,
    • kontynuuje jazdę, licząc, że pieszy się zatrzyma,
    • zdecyduje się „przeciąć” mu drogę na ostatnią chwilę.
  • Wyprzedzanie lub omijanie na przejściu – np. auto na sąsiednim pasie zatrzymało się przed pasami, a zdający próbuje przejechać obok, nie widząc pieszych za tym autem.
  • Zbyt szybki wjazd na „zebrę” – dobra reakcja (hamowanie), ale tak późna, że wymusza gwałtowne hamowanie i dezorientuje pieszego.
  • Brak reakcji na rowerzystę na przejeździe – kursant koncentruje się tylko na samochodach, ignoruje rowerzystę nadjeżdżającego przejazdem dla rowerów.

W każdym z tych przypadków egzaminator widzi jedno: zagrożenie dla niechronionych uczestników ruchu. To kategoria błędów, która jest traktowana wyjątkowo surowo, bo kierowca odpowiada tu całym autem za czyjeś życie i zdrowie.

Skrzyżowania i pierwszeństwo przejazdu

Drugi filar „stwarzania zagrożenia” to skrzyżowania – zarówno te z sygnalizacją, jak i zwykłe, podporządkowane. Najwięcej problemów powoduje:

  • wymuszenie pierwszeństwa – wjechanie na skrzyżowanie tak, że kierowca z pierwszeństwem musi hamować lub gwałtownie zmieniać tor jazdy,
  • jazda „na pałę” na żółtym – przyspieszenie, żeby „zdążyć” zamiast bezpiecznie hamować, gdy jest jeszcze dystans do sygnalizatora,
  • niezatrzymanie się przed STOP-em – przetoczenie na „rolce” bez pełnego zatrzymania, mimo ograniczonej widoczności.
Przeczytaj również:  Tajemnice kabiny egzaminatora – co widzi, słyszy i notuje?

Z perspektywy kursanta sytuacja bywa subiektywnie „bezpieczna” („przecież zdążyłem”), ale egzaminator patrzy na:

  • faktyczną odległość i prędkość nadjeżdżających pojazdów,
  • czas reakcji przeciętnego kierowcy,
  • warunki (deszcz, śnieg, noc).

Jeśli ocena wypada tak, że kierowca z pierwszeństwem musiałby hamować mocniej niż normalnie, jest to bardzo często traktowane jako „zagrożenie”, a nie tylko „błąd”. Szczególnie gdy w grę wchodzi większa prędkość lub ciężkie pojazdy (autobus, ciężarówka).

Zmiana pasa, wyprzedzanie i omijanie

Trzeci bardzo typowy obszar to manewry związane ze zmianą toru jazdy. Zewnętrznie wyglądają na „tylko lekko niepewne”, ale w ruchu miejskim drobny błąd w ocenie odległości może od razu oznaczać „stworzenie zagrożenia”.

Do klasyki należą sytuacje, w których kursant:

  • zmienia pas tuż przed jadącym szybciej autem, „wpychając się” w lukę, która jest zbyt mała,
  • omija zaparkowane pojazdy, nie sprawdzając martwego pola, co zmusza jadącego z tyłu kierowcę do nagłej zmiany pasa,
  • wymija rowerzystę „na lusterka”, bez zachowania bezpiecznego odstępu, szczególnie w mieście,
  • wyprzedza na przejściu dla pieszych lub bezpośrednio przed nim.

Egzaminator analizuje, czy drugi kierowca miał pełną możliwość spokojnej reakcji. Jeśli nie – w protokole jazdy i w ustnym komentarzu pojawia się „stwarza zagrożenie”. Nawet gdy nie doszło do otarcia ani kontaktu pojazdów, liczy się potencjał zagrożenia.

Policjant sprawdza trzeźwość kierowcy podczas kontroli drogowej
Źródło: Pexels | Autor: Łukasz Promiler

Różnica między „niepewną jazdą” a realnym zagrożeniem

Kiedy „brak płynności” nie kończy egzaminu

Wielu zdających myli niepewność z zagrożeniem. Egzaminatorzy powtarzają, że kandydat na kierowcę może być:

  • sztywny,
  • zestresowany,
  • nie do końca płynny w operowaniu sprzęgłem i gazem.

To wszystko nie jest automatyczną podstawą do przerwania egzaminu, o ile nie przekłada się na realne zagrożenie. Szarpnięcie przy ruszaniu, zgaśnięcie silnika, lekkie zbyt wczesne czy zbyt późne włączenie kierunkowskazu – w większości przypadków skończy się na odnotowaniu błędu, ale nie na „stwarza zagrożenie”.

Granica jest przekroczona dopiero, gdy brak płynności powoduje:

  • zatrzymanie w miejscu, w którym nie wolno się zatrzymać (np. przejście dla pieszych, skrzyżowanie),
  • niekontrolowane toczenie się auta na skrzyżowanie lub na przejście,
  • blokowanie skrzyżowania tak, że inni kierowcy zostają „uwięzieni” na środku krzyżówki.

Tu zmienia się kwalifikacja błędu: z technicznego na potencjalnie niebezpieczny.

Gdzie zaczyna się „stwarzanie zagrożenia” mimo niskiej prędkości

Niska prędkość nie oznacza automatycznie braku zagrożenia. Nawet jadąc 10–20 km/h można doprowadzić do poważnego potrącenia pieszego lub uderzenia w rowerzystę. Egzaminator bierze pod uwagę kontekst, a nie tylko licznik.

Przykłady:

  • Powolne wypychanie się na przejście dla pieszych, gdy pieszy jest już na pasach – nawet mała prędkość, ale skutek dla pieszego może być poważny.
  • Wjeżdżanie na przejazd kolejowy przy opuszczających się rogatkach – prędkość niewielka, ale ryzyko skrajne.
  • Wtoczenie się na skrzyżowanie, gdy sygnalizator zmienia się na czerwone światło i blokujesz przejazd innym.

Prędkość niedostosowana do warunków – „zagrożenie z opóźnionym zapłonem”

Na egzaminie mało kto jedzie „za szybko” w sensie przekraczania ograniczeń o 30–40 km/h. Znacznie częściej pojawia się inny problem: prędkość formalnie dopuszczalna, ale kompletnie niedostosowana do warunków. I to również bywa oceniane jako „stwarzanie zagrożenia”.

Egzaminator zwraca szczególną uwagę na sytuacje, w których zdający:

  • jedzie przepisowe 50 km/h, ale:
    • na wąskiej, nieoświetlonej ulicy między zaparkowanymi autami,
    • w deszczu lub śniegu, przy widoczności skróconej do kilkudziesięciu metrów,
    • mijając szkołę lub przystanek, na którym stoi wiele osób,
  • utrzymuje 70 km/h na drodze z dozwoloną „siedemdziesiątką”, ale:
    • przed sobą ma ostry, niewidoczny zakręt,
    • mija serię wjazdów z posesji,
    • droga jest mokra, a opony widać, że mają przeciętne.

Z punktu widzenia prawa znak nie został złamany, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa zdający nie zarządza ryzykiem. Jeśli do tego dojdzie choćby mała sytuacja konfliktowa (pieszy, rowerzysta, wyjazd z podporządkowanej), w oczach egzaminatora powstaje „zagrożenie stworzone przez niewłaściwy dobór prędkości”.

Częste jest też „ciągnięcie” tej samej prędkości niezależnie od sytuacji – 50 km/h wszędzie, czy pusto, czy tłoczno, czy ślisko. Utrudnia to reakcję na nagłe zdarzenia, a egzaminator doskonale wie, jak to się kończy w realnym ruchu.

Nieczytanie drogi i otoczenia jako źródło zagrożeń

Technicznie można prowadzić całkiem poprawnie, a jednocześnie konsekwentnie nie zauważać sygnałów z otoczenia. W praktyce jest to jeden z głównych powodów, dla których pada formułka „stwarza zagrożenie”.

Chodzi o sytuacje, gdy kursant:

  • skupia się tylko na samochodzie przed sobą, ignorując:
    • pieszych stojących przy przejściu,
    • dzieci bawiące się przy chodniku,
    • rowerzystę jadącego poboczem „w jego stronę”,
  • nie reaguje na „czerwone flagi” typu:
    • piłka wypadająca na jezdnię między blokami,
    • kierunkowskaz zaparkowanego auta sygnalizujący wyjazd,
    • otwarte drzwi busa przy krawędzi jezdni,
  • ignoruje topografię – przejeżdża obok szkoły w czasie przerwy jak obok magazynu na obrzeżach miasta.

Egzaminator widzi wtedy kierowcę, który nie skanuje otoczenia, tylko reaguje dopiero na to, co ma dokładnie przed maską. To prosta droga do wymuszeń i potrąceń. Nawet jeśli nic się jeszcze nie wydarzyło, taki styl jazdy jest często klasyfikowany jako „stwarzający zagrożenie przy byle odchyleniu od normy”.

Jak egzaminator „waży” Twoje zachowania za kierownicą

Reakcja na potencjalne zagrożenie – co dla egzaminatora jest kluczowe

Egzaminator nie oczekuje, że wszystko przewidzisz. Oczekuje natomiast, że będziesz reagować na sygnały ostrzegawcze. Dwa, trzy podobne zaniechania często przesądzają o tym, że w protokole pojawia się „stwarza zagrożenie”.

Przykładowe sytuacje, w których patrzy się przede wszystkim na Twoją reakcję:

  • Samochód z prawego pasa lekko „wisi” na linii, jakby chciał zmienić pas – czy:
    • lekko odpuszczasz gaz i obserwujesz go w lusterkach,
    • czy ciśniesz dalej, licząc, że „się nie wciśnie”.
  • Pieszy stojący przy przejściu w strefie zamieszkania – czy:
    • zdejmujesz nogę z gazu i łączysz nogę z hamulcem,
    • czy dojeżdżasz „do samego” i dopiero wtedy myślisz, co dalej.

Jeżeli kilka razy z rzędu wybierasz „późną” reakcję, z perspektywy egzaminatora masz tendencję do generowania sytuacji niebezpiecznych. Wtedy nawet jedno wymuszenie albo jedno gwałtowne hamowanie z jego strony staje się koroną całego obrazu: „ten kandydat stwarza zagrożenie w ruchu”.

Powtarzalność błędów a jednorazowy „strzał”

Zdarzają się jednorazowe pomyłki – źle przeczytany znak, drobne spóźnienie z reakcją. U części egzaminatorów, jeśli cała reszta jazdy jest bezpieczna, taka pojedyncza wpadka przy małym ruchu kończy się „tylko” błędem. Problem zaczyna się wtedy, gdy:

  • to samo zachowanie powtarza się na kilku różniących się odcinkach drogi (np. zawsze dojeżdżasz za szybko do przejść),
  • błąd pojawia się w miejscu, gdzie skutki potencjalnie byłyby poważne (skrzyżowanie z tramwajem, przejazd kolejowy, zatłoczone skrzyżowanie z pieszymi).

Powtarzalność sugeruje, że tak właśnie będziesz jeździć po odebraniu prawa jazdy, a nie tylko „tak wyszło raz na egzaminie”. Dlatego nawet przy tej samej sytuacji raz w protokole może być zwykły błąd, a innym razem – „stwarza zagrożenie”, jeśli podobne rzeczy pojawiają się jak refren.

Dwóch mężczyzn w terenówce jadącej po błotnistym torze
Źródło: Pexels | Autor: txomcs

Jak jeździć na egzaminie, żeby nie „stwarzać zagrożenia”

Prosty filtr: „czy daję innym czas i miejsce na reakcję?”

Najpraktyczniejsze podejście, jakie można mieć w głowie, to jedno proste pytanie: „Czy daję innym uczestnikom ruchu wystarczająco dużo czasu i przestrzeni, żeby spokojnie zareagowali?”. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, ryzyko, że usłyszysz „stwarza zagrożenie”, spada radykalnie.

W praktyce oznacza to kilka nawyków:

  • Łagodniejsze dojazdy do przejść, skrzyżowań i przejazdów – zamiast „dokładania gazu” i hamowania w ostatnim momencie.
  • Większe odstępy od poprzedzających pojazdów – tak, żeby hamowanie było możliwe bez wciskania pedału „w podłogę”.
  • Sygnalizowanie manewrów z wyprzedzeniem – nie w momencie skręcania, ale chwilę przed decyzją o skręcie czy zmianie pasa.
  • Świadome używanie lusterek – nie z przyzwyczajenia „bo instruktor kazał”, ale z rzeczywistym odczytywaniem, co się dzieje z tyłu i z boku.
Przeczytaj również:  Rozmowa z egzaminatorem: „Nie chcę nikomu zrobić krzywdy”

Dla egzaminatora kierowca, który „daje innym podróżującym odetchnąć”, jest z definicji osobą, która nie tworzy zagrożenia, nawet jeśli popełni drobne techniczne błędy.

Mentalność „zapas bezpieczeństwa” zamiast „zdążę”

Na wynik egzaminu bardzo wpływa sposób, w jaki podejmujesz decyzje przy granicznych sytuacjach. Zamiast kalkulacji „czy jeszcze zdążę”, bezpieczniej przyjąć zasadę: „potrzebuję zapasu”.

Jak to przełożyć na konkret?

  • Na żółtym świetle – jeśli musisz dodać gazu, żeby przejechać, to znak, że:
    • z perspektywy egzaminatora już „stwarzasz zagrożenie” dla tych, którzy ruszą z poprzecznej,
    • lepiej było zacząć hamować wcześniej.
  • Przy wyjeździe z podporządkowanej – jeżeli masz wątpliwości, czy zdążysz przed nadjeżdżającym autem, przyjmij, że:
    • Twoja ocena odległości może być mniej precyzyjna niż doświadczonego kierowcy,
    • lepiej poczekać kilka sekund niż zaryzykować wymuszenie.
  • Przy wyprzedzaniu rowerzysty – zostawiasz mu taki dystans, żeby bez problemu mógł lekko zjechać z toru jazdy (dziura, krawężnik, podmuch wiatru), a Ty i tak zachowasz odstęp.

Z punktu widzenia egzaminatora kandydat, który systematycznie wybiera bezpieczniejszą opcję, jest osobą, której można powierzyć auto bez obawy, że w stresie zacznie „grać va banque”.

Świadome obchodzenie się z własnym stresem

Część „stwarzania zagrożenia” bierze się zwyczajnie z paniki. Człowiek tak się skupia na tym, żeby „dobrze wypaść”, że przestaje widzieć drogę. Warto mieć wcześniej przygotowane proste strategie na ten stan, bo egzaminator widzi i zestaw stres + auto = potencjalne zagrożenie.

Pomagają zwłaszcza:

  • Świadome zwalnianie, gdy czujesz, że zaczynasz się gubić – mniejsza prędkość to więcej czasu na analizę znaków, świateł i zachowań innych.
  • Krótki „reset” wzroku – odrywasz oczy od zderzaka poprzedzającego auta, patrzysz szerzej: na chodniki, skrzyżowania, pobocze. To zmniejsza tunelowe widzenie, typowe przy stresie.
  • Proste nazwanie sobie na głos (w myślach) sytuacji: „pieszy z prawej, auto z lewej, ja mam pierwszeństwo, ale noga nad hamulcem” – porządkuje chaos w głowie.

Egzaminator zwykle nie ma nic przeciwko temu, że zdający jedzie trochę wolniej (o ile nie tamuje ruchu), jeśli w zamian jedzie czytelnie i przewidywalnie. Czyli dokładnie odwrotnie niż osoba, która w stresie zaczyna wykonywać gwałtowne, nieprzemyślane ruchy.

Jak rozumieć komentarze egzaminatora po egzaminie

„Zagrożenie” jako sygnał, nad czym pracować

Określenie „stwarza zagrożenie” bywa odbierane bardzo osobiście, jak ocena charakteru. Tymczasem z perspektywy egzaminatora to informacja o rodzaju błędu, a nie o tym, czy ktoś „nadaje się na kierowcę”.

Jeśli po oblanym egzaminie słyszysz komentarze typu:

  • „Nie zatrzymał się pan/pani przed przejściem, pieszy był już na pasach, musiałem hamować” – sednem jest brak reakcji na niechronionego uczestnika ruchu.
  • „Wymuszenie na skrzyżowaniu, autobus musiał gwałtownie hamować” – tutaj klucz to zła ocena prędkości i pierwszeństwa, nie sama technika skrętu.
  • „Zbyt mały odstęp od poprzedzającego, przy tym deszczu to niebezpieczne” – chodzi o brak zapasu bezpieczeństwa, nie o to, że „egzaminator się czepia”.

Traktując takie uwagi jako konkretną listę tematów do przećwiczenia z instruktorem, zamieniasz ogólne „stwarza zagrożenie” na zbiór bardzo precyzyjnych umiejętności, które można opanować.

Różne style egzaminatorów, ten sam fundament oceny

Są egzaminatorzy, którzy komentują szeroko, i tacy, którzy ograniczają się do krótkich formułek: „wymuszenie pierwszeństwa”, „zagrożenie”, „nieustąpienie pieszemu”. Styl bywa różny, ale podstawa oceny jest wspólna – chodzi o potencjalne skutki Twojego zachowania.

Jeżeli w trakcie omówienia:

  • usłyszysz, że „gdybym nie zahamował, doszłoby do zderzenia” – to klasyczny przykład, że w ocenie egzaminatora zagrożenie już zaistniało,
  • egzaminator podkreśla „jeszcze nie było kolizji, ale…” – zwykle oznacza to, że zabrakło niedużo, a sam styl jazdy jest zbyt ryzykowny.

Zrozumienie tej logiki pomaga mniej emocjonalnie odbierać słowa „stwarza zagrożenie” i potraktować je jako precyzyjny opis sytuacji drogowej, a nie ogólny werdykt o Twoich predyspozycjach.

Dlaczego dwóch kandydatów robi to samo, a tylko jeden „stwarza zagrożenie”

Z zewnątrz bywa tak: znajomy opowiada, że przejechał na późnym żółtym i „tylko” dostał uwagę, a Ty za podobny manewr usłyszałeś „stwarza zagrożenie” i koniec egzaminu. Różnica często nie leży w samym jednym ruchu, ale w całym obrazie Twojej jazdy.

Egzaminator patrzy między innymi na to:

  • Co działo się 5–10 minut wcześniej – jeśli już była seria spóźnionych hamowań, zbyt ciasnych odstępów i nerwowych ruchów, kolejny ryzykowny manewr „domyka” całość jako niebezpieczny styl jazdy.
  • Jak reagujesz na informację zwrotną – gdy po uwadze „utrzymujemy odstęp” nadal „siedzisz na zderzaku”, egzaminator widzi, że nie korygujesz błędów w locie.
  • W jakim kontekście dzieje się Twój błąd – późne żółte na prawie pustym skrzyżowaniu to coś innego niż „przeskoczenie” przez żółto-czerwone przy gęstym ruchu i pieszych przy przejściu.

Dlatego porównywanie egzaminów „1:1” ze znajomymi zazwyczaj nie działa. Ten sam błąd w innym otoczeniu, przy innej pogodzie i u kandydata z zupełnie inną dynamiką jazdy może być oceniony łagodniej albo surowiej.

Typowe sytuacje graniczne, które egzaminator widzi jako ryzykowne

Są pewne scenariusze, w których hasło „stwarza zagrożenie” pojawia się wyjątkowo często. Łączy je jedno: mały margines na cudzą pomyłkę.

  • „Zepchnięcie” pieszych z priorytetu – dojeżdżasz do przejścia, pieszy stoi zdecydowanie przy krawężniku, widać, że chce wejść. Zamiast wyraźnie zwolnić i go puścić, „przelatujesz” tuż przed maską. Nikt nie wbiegł pod koła, ale pieszy musiał się zatrzymać; egzaminator widzi, że nie respektujesz prawa pierwszeństwa niechronionych.
  • Wciskanie się „na siłę” na skrzyżowanie – korek na wprost, skrzyżowanie już częściowo zajęte, a Ty mimo wszystko „dociskasz”, żeby jeszcze się zmieścić. Potem blokujesz przejazd z poprzecznej. Z perspektywy bezpieczeństwa to klasyczne utrudnianie ruchu innym i potencjał do stłuczek „bocznych”.
  • Zmiana pasa „bo już trzeba” – pas się kończy, linia przerywana była długo wcześniej, ale decyzję o zmianie podejmujesz w ostatniej chwili. Gwałtowny ruch kierownicą i szybkie zerknięcie w lusterko to dla egzaminatora sygnał, że nie planujesz manewrów z wyprzedzeniem.
  • Dojeżdżanie do tyłu innych na światłach – kilkukrotne zatrzymanie z minimalnym odstępem, przy czym auto jeszcze „toczy się” pod sam koniec. Niby nic się nie stało, ale przy lekkiej nieuwadze skończyłoby się „przytuleniem” zderzaka.

Takie sytuacje często nie kończą się fizycznym kontaktem czy wejściem pieszego na maskę. Wystarczy, że egzaminator widzi, iż drobny błąd kogokolwiek innego na drodze doprowadziłby tu do kolizji.

Jak instruktor może przełożyć „stwarza zagrożenie” na plan nauki

Jeżeli egzamin zakończył się tą formułką, dobry instruktor nie poprzestaje na „no, nie udało się, umawiamy kolejne jazdy”, tylko rozkłada sytuacje na czynniki pierwsze. Im bardziej szczegółowo opiszesz, co się działo, tym celniej można uderzyć w przyczynę, a nie tylko w „objawy”.

W praktyce przydaje się taki schemat rozmowy:

  • Co dokładnie zrobiłeś? – opis krok po kroku: „dojeżdżałem do skrzyżowania, było zielone, po lewej autobus…”
  • Co mówił egzaminator? – czy sygnalizował wcześniej, że jest za szybko, za blisko, za nerwowo, czy uwaga pojawiła się dopiero po błędzie.
  • Co widziałeś, a czego nie – np. „nie zauważyłem pieszego”, „nie spojrzałem na znak, że to strefa 30”.

Na tej podstawie instruktor może ułożyć konkretne ćwiczenia:

  • jeśli problemem była ocena prędkości innych – jazdy w okolicach dużych skrzyżowań, z analizą „na głos”, kto z jaką szybkością się porusza, kiedy realnie masz luz na wjazd, a kiedy nie,
  • jeśli wyłożyłeś się na przejściach dla pieszych – kilka „kółek” po trasach z dużą liczbą przejść, z naciskiem na wczesne zdejmowanie nogi z gazu i refleks „najpierw pieszy, potem reszta”.

Takie „odpakowanie” jednego „stwarza zagrożenie” zwykle ujawnia 2–3 nawyki do korekty – i to właśnie nad nimi trzeba świadomie pracować, a nie tylko „wyjeździć godziny”.

Przeczytaj również:  Jak OSK współpracują z egzaminatorami? Fakty i kontrowersje

Błędy, które denerwują egzaminatora, ale niekoniecznie są zagrożeniem

Dobrze też oddzielić zachowania nieeleganckie czy technicznie słabsze od tych naprawdę niebezpiecznych. Dawka spokoju w ocenie samego siebie bardzo pomaga nie utonąć w poczuciu porażki.

  • Szarpnięcia sprzęgłem – ruszanie z lekkim szarpnięciem bywa nieprzyjemne, ale jeśli nie dzieje się na przejściu dla pieszych czy w drzwiach innego auta, to bardziej kwestia komfortu niż bezpieczeństwa.
  • Pomyłka biegu na postoju – włożenie „dwójki” zamiast „jedynki” przy ruszaniu na pustej drodze skończy się raczej ospałym startem, nie katastrofą. Jeśli za Tobą nikt nie stał „na zderzaku”, trudno tu mówić o poważnym zagrożeniu.
  • Niewielkie odchylenia od idealnego toru jazdy – lekkie „pływanie” w pasie przy stresie, o ile nie wjeżdżasz blisko krawężnika, pasa dla rowerów czy sąsiedniego pojazdu, to sygnał do dalszej nauki, ale nie powód do dramatycznych ocen.

Świadomość, że nie każda niedoskonałość jest „zagrożeniem”, pomaga skupić się na tym, co realnie trzeba poprawić: oddzielić „estetykę jazdy” od kwestii życia i zdrowia.

Jak samodzielnie trenować „niewytwarzanie zagrożenia” poza egzaminem

Nie wszystko da się przećwiczyć wyłącznie na jazdach z instruktorem. Część nawyków możesz kształtować już jako pasażer – w autobusie, taksówce czy cudzym aucie.

Przyda się kilka prostych ćwiczeń mentalnych:

  • „Co by było gdyby” – obserwujesz sytuację: rowerzysta, przejście, korek. W myślach zadajesz sobie pytanie: „co by było, gdyby ten rowerzysta nagle skręcił w lewo?”, „co jeśli pieszy przyspieszy biegu?”. To uczy patrzenia na drogę z wyprzedzeniem, a nie tylko rejestrowania aktualnego stanu.
  • Ocena odstępów – jadąc jako pasażer, próbujesz oszacować: „gdyby teraz kierowca zahamował, czy ten z tyłu zdąży?”; „czy mamy dość miejsca na wyhamowanie przy tej prędkości?”. Potem możesz skonfrontować to z rzeczywistością (np. przy nagłym hamowaniu autobusu).
  • Analiza błędów innych – gdy widzisz głupie zachowanie na drodze, zamiast tylko się oburzać, rozkładasz sytuację: kto kogo nie widział, kto nie zostawił zapasu, gdzie zabrakło czasu na reakcję.

Im częściej trenujesz takie „mentalne symulacje”, tym łatwiej na egzaminie automatycznie wybierasz wariant z większym marginesem bezpieczeństwa.

Granica między asertywnością a biernością na drodze

Czasem po nieudanym egzaminie kandydat „przechyla się” w drugą stronę: jeździ tak ostrożnie, że zaczyna niepotrzebnie blokować ruch. To też nie jest ideałem – egzaminator szuka kierowcy przewidywalnego, ale też płynnego.

Kilka praktycznych wskazówek, gdzie ta granica zwykle się przebiega:

  • Masz pierwszeństwo – korzystaj, ale z głową. Jeśli do skrzyżowania dojeżdżasz z pierwszeństwem, inni stoją, a Ty „dusisz się” z decyzją i zwalniasz prawie do zera bez powodu, zaczynasz tworzyć chaos. Rozsądne tempo, z nogą gotową do hamowania, jest tu bezpieczniejsze niż nadmierne wahanie.
  • Nie rozdajesz pierwszeństwa „na siłę”. Zatrzymywanie się na środku głównej drogi, żeby przepuścić auto z podporządkowanej, może skończyć się zagrożeniem z tyłu. Pomaganie innym nie powinno odbywać się kosztem jasności zasad.
  • Nie „wieczne czekanie” na idealne warunki. Na podporządkowanej trzeba znaleźć realne, ale nie idealne „okno” na wjazd. Jeśli przez dłuższy czas przepuszczasz każdy możliwy przejazd, a za Tobą rośnie kolejka, egzaminator może uznać, że nie radzisz sobie z podejmowaniem decyzji.

Asertywność na drodze to umiejętność korzystania z przysługującego pierwszeństwa w sposób czytelny i zdecydowany, z zachowaniem zapasu na cudze błędy – a nie upartego „ja mam pierszeństwo, więc jadę, choćby nie wiem co”.

Co zrobić po egzaminie z „zagrożeniem”, żeby kolejny nie wyglądał tak samo

Po wyjściu z WORD-u łatwo wejść w dwie skrajności: albo całkowicie obwiniać egzaminatora, albo całkowicie obwiniać siebie. Żadne z tych podejść nie pomaga poprowadzić auta bezpieczniej następnym razem.

Dużo lepiej przejść przez kilka kroków:

  1. Spisz sytuacje „krytyczne” jak najszybciej – zanim się rozmyją w pamięci. Miejsce, jakie znaki, kto gdzie był, co dokładnie powiedział egzaminator.
  2. Oddziel emocje od faktów – jedna kolumna „co czułem” (strach, złość, wstyd), druga „co zrobiłem” (nie spojrzałem w lewo, pojechałem na późnym żółtym, nie hamowałem mimo pieszego przy przejściu).
  3. Przynieś tę „mapę” na jazdy – nie licz, że instruktor „domyśli się”, co się stało. Im więcej konkretu, tym lepiej można zaplanować ćwiczenia.
  4. Po kilku godzinach zrób „powtórkę z rozrywki” – przejedź możliwie podobne miejsca i sprawdź, czy reagujesz inaczej: wcześniej hamujesz, zostawiasz większy dystans, szybciej podejmujesz decyzję.

Z egzaminu z adnotacją „stwarza zagrożenie” da się wyciągnąć naprawdę dużo. O ile potraktujesz to nie jak wyrok, ale jak dość precyzyjny opis momentów, w których zabrakło marginesu bezpieczeństwa.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Co to znaczy „stwarza zagrożenie” na egzaminie na prawo jazdy?

Zwrot „stwarza zagrożenie” oznacza, że Twoje zachowanie na drodze mogło realnie doprowadzić do wypadku lub kolizji, albo zmusiło innych uczestników ruchu do gwałtownych, obronnych reakcji (mocne hamowanie, ucieczka na inny pas, trąbienie). To nie jest opinia o stylu jazdy, tylko ocena konkretnej, niebezpiecznej sytuacji.

W praktyce taki opis pojawia się przy błędach, które w normalnym ruchu drogowym mogłyby skończyć się mandatem, punktami karnymi, a w skrajnych przypadkach nawet odpowiedzialnością karną.

Czy wpis „stwarza zagrożenie” oznacza automatyczne przerwanie egzaminu?

Tak, w większości przypadków. „Stwarza zagrożenie” zalicza się do kategorii błędów skutkujących natychmiastowym zakończeniem egzaminu. Egzaminator ma obowiązek przerwać jazdę, jeśli uzna, że doszło do stworzenia zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Dotyczy to szczególnie sytuacji związanych z pierwszeństwem przejazdu, bezpieczeństwem pieszych, rowerzystów oraz poważnych wymuszeń i zbyt dużej prędkości przy ograniczonej widoczności.

Jakie są przykłady „stwarzania zagrożenia” na egzaminie praktycznym?

Najczęstsze sytuacje to m.in.:

  • ignorowanie pieszego wchodzącego na przejście lub już znajdującego się na pasach,
  • wyprzedzanie lub omijanie pojazdu zatrzymanego przed przejściem dla pieszych,
  • wymuszenie pierwszeństwa na skrzyżowaniu (inni muszą gwałtownie hamować),
  • wjechanie na skrzyżowanie „na siłę” przy żółtym świetle, mimo bezpiecznej możliwości zatrzymania,
  • brak reakcji na rowerzystę na przejeździe dla rowerów,
  • niezatrzymanie się przed znakiem STOP przy ograniczonej widoczności.

Wspólnym mianownikiem jest to, że bez defensywnej reakcji innych mogłoby dojść do zdarzenia drogowego.

Czym się różni zwykły błąd od „stworzenia zagrożenia” według egzaminatora?

Zwykły błąd to drobne uchybienie techniczne, np. minimalnie spóźniony kierunkowskaz przy małym ruchu czy lekkie najechanie na linię, które nie zmusza innych uczestników ruchu do gwałtownych reakcji. Poważny błąd może oznaczać niepewne zachowanie, ale w warunkach, w których ryzyko zdarzenia jest nadal niskie (mała prędkość, pusta jezdnia).

„Stworzenie zagrożenia” występuje wtedy, gdy Twoja decyzja lub jej brak powoduje realne ryzyko kolizji lub wypadku – szczególnie przy pieszych, pierwszeństwie przejazdu, przejazdach kolejowych czy znacznej prędkości przy słabej widoczności.

Czy jazda zbyt wolno lub niepewnie to też „stwarzanie zagrożenia” na egzaminie?

Co do zasady egzaminator nie wpisuje „stwarza zagrożenie” wyłącznie za zbyt wolną lub niepewną jazdę. Tego typu zachowania mogą być odnotowane jako błędy techniczne, wpływające na końcową ocenę, ale nie są automatycznie traktowane jak zagrożenie.

Dopiero wtedy, gdy zbyt wolna, chaotyczna lub nieprzewidywalna jazda zmusza innych do gwałtownych manewrów (nagłe hamowanie, omijanie, trąbienie), może zostać zakwalifikowana jako stworzenie zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Czy egzaminator ocenia „stwarzanie zagrożenia” subiektywnie?

Egzaminator jest związany przepisami Prawa o ruchu drogowym i rozporządzeniem w sprawie egzaminowania. Ocena nie powinna opierać się na „widzimisię”, ale na kryteriach z arkusza egzaminacyjnego, w którym wyszczególniono błędy zwykłe, poważne i skutkujące przerwaniem egzaminu.

Przy ocenie zagrożenia bierze pod uwagę m.in. reakcje innych uczestników ruchu, warunki na drodze (pogoda, widoczność, natężenie ruchu), charakter miejsca (szkoły, przejścia dla pieszych, przejazdy kolejowe) oraz możliwe konsekwencje błędu przy danej prędkości.

Co zrobić po oblaniu egzaminu z powodu „stwarzania zagrożenia”?

Najważniejsze jest dokładne zrozumienie sytuacji, w której egzaminator uznał, że stworzyłeś zagrożenie. Poproś o możliwie precyzyjny opis zdarzenia i omów je ze swoim instruktorem – najlepiej na tej samej trasie lub w podobnych warunkach.

Warto przećwiczyć szczególnie te obszary, w których najczęściej pada ten zarzut: reagowanie na pieszych, prawidłowe zachowanie na skrzyżowaniach, ocena pierwszeństwa i bezpieczne wykonywanie manewrów zmiany pasa czy skrętu. Celem jest wyrobienie odruchu defensywnej, przewidującej jazdy, a nie tylko „zaliczenie egzaminu”.

Esencja tematu

  • Zwrot „stwarza zagrożenie” w ustach egzaminatora oznacza sytuację bliską wypadkowi lub kolizji, a nie ogólną opinię o stylu jazdy i zwykle skutkuje natychmiastowym przerwaniem egzaminu.
  • Egzaminator ocenia nie tylko to, co faktycznie się wydarzyło, ale także jakie gwałtowne reakcje (hamowanie, ucieczka, trąbienie) wymusiłeś na innych uczestnikach ruchu, aby uniknąć zdarzenia.
  • Podstawą oceny są przepisy prawa (Prawo o ruchu drogowym, rozporządzenie o egzaminowaniu), a „stworzenie zagrożenia” dotyczy naruszeń, które w normalnym ruchu mogłyby skutkować mandatem, punktami lub odpowiedzialnością karną.
  • Nie mylone jest potoczne „jeździsz nerwowo” z egzaminacyjnym „stwarzasz zagrożenie”: egzaminator używa tego zwrotu tylko przy konkretnych, ryzykownych zachowaniach możliwych do odnotowania w protokole.
  • Granica między błędem a zagrożeniem przebiega tam, gdzie twoja reakcja (lub jej brak) przy realnym ruchu i prędkości mogłaby doprowadzić do potrącenia, wymuszenia pierwszeństwa lub poważnej kolizji, a nie jest jedynie uchybieniem technicznym.
  • W ocenie egzaminatora kluczowe są m.in. reakcje innych kierowców i pieszych, warunki drogowe, charakter miejsca (np. okolice szkół, przejścia, skrzyżowania kolizyjne) oraz potencjalne skutki twojego błędu.